|
Prasa branżowa
Konferencje szkolenia
|
Reklamowy gwałt na zabytkach(19-10-2007 08:35) Niewidzialna ręka rynku w ogromne płachty zapakowała dwie narożne kamienice u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Miodowej. Jedno jest pewne: reklamy zawisły nielegalnie. Tuż obok jaśnieje wspaniała klasycystyczna fasada kościoła św. Anny, stoi kolumna Zygmunta, za nią Zamek Królewski i Stare Miasto. Wielkie reklamy pasują tu jak pięść do oka. Na ich rozwieszenie nie wydał zresztą zgody Stołeczny Konserwator Zabytków. A przy Krakowskim Przedmieściu taka zgoda jest niezbędna. - To jest czysta samowola - ocenia stołeczny konserwator Ewa Nekanda-Trepka. Na lewym rogu reklamuje się telewizja publiczna. Płachta zasłania wszystkie piętra z wyjątkiem parteru i dachu, zawija się wokół narożnika, pokrywając blisko połowę elewacji od strony Miodowej. Z prawego narożnika (Krakowskie Przedmieście 79) przez trzy piętra pruje wydrukowana na siatce toyota. Zawisła na jednej z najcenniejszych kamienic klasycystycznych - Roeslera i Hurtiga z lat 1784-85 projektu architekta Szymona Bogumiła Zuga. Był to pierwszy dom w Polsce, w którym od razu zaprojektowano witryny sklepowe i miejsca na szyldy reklamowe. Budynek zniszczony w 1939 r. został odbudowany. By zamocować reklamę, "niewidzialna ręka rynku" uszkodziła najpierw zabytkową elewację. Wywierciła dziury, wkręciła stelaż ze stali. Tuż przy dolnym żelastwie budynek jest pęknięty. - Taka reklama jest dopuszczalna, gdy prowadzony jest remont elewacji albo dachu, a ona wisi na rusztowaniach. Poza tym, przekaz reklamowy powinien zajmować tylko część banneru, zaś resztę - odwzorowanie elewacji budynku - mówi Ewa Nekanda-Trepka. Dawna kamienica Roeslera i Hurtiga służy teraz jako biurowiec. Mieści się w nim m.in. redakcja "Nowej Wsi Europejskiej", Centrum Zapoznawcze "Duet" i biuro tłumaczeń. Na samej górze jest siedziba firmy Labimex. - Czyj to budynek? - pytam. - Właściciela nie ma. Spór toczy się w sądzie. Kiedyś mieściła się tu centrala handlu zagranicznego, ale została sprywatyzowana. Firma Labimex ma go w zarządzie. Zajmujemy się handlem wyrobami optycznymi i laboratoryjnymi. Reklama na pewno wisi legalnie. W takim miejscu nie robilibyśmy przekrętów - przekonuje Siergiej Smirnov z Ukrainy, od 12 lat warszawiak i jak zaznacza "rezydent Unii Europejskiej". Jest prezesem firmy dopiero od miesiąca, a "szczegóły zna na pewno poprzedni szef, ale go nie ma". - Zapewne reklama pojawiła się na czas remontu Krakowskiego Przedmieścia. I nie wisi za darmo - uśmiecha się prezes Siergiej Smirnov. Ewa Nekanda-Trepka zaznacza, że reklama Toyoty wisi już dwa miesiące. Gdy stołeczny konserwator postanowił ją skontrolować i zawiadomił gospodarza kamienicy o inspekcji, ten błyskawicznie zwinął płachtę. - Kontrola miała miejsce 24 sierpnia i niczego nie wykazała - mówi Ewa Nekanda-Trepka. Ku jej zaskoczeniu banner niedawno wrócił. Co gorsza, na drugim rogu pojawił się następny - ten z telewizją. Co zrobi stołeczny konserwator? - Jeszcze przeprowadzimy kontrolę drugiej reklamy. Być może zgodę na nią wydał kiedyś Wojewódzki Konserwator Zabytków - odpowiada. Ale u Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, któremu jeszcze niedawno podlegał Trakt Królewski, o zgodzie na reklamy vis-a-vis kościoła św. Anny nikt nie słyszał. - Jeśli tak, wydamy decyzje nakazujące zdjęcie obu bannerów - zapowiada Ewa Nekanda-Trepka.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
|
|
Newsletter
Partnerzy Portalu
|