Wczoraj razem z pracownikami Zarządu Oczyszczania Miasta i strażnikiem miejskim odwiedziliśmy kilka posesji. Takie kontrole trwają już od października - sprawdzono ponad 750 posesji, wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. Warszawiacy proszeni są o umowy na wywóz śmieci komunalnych, aneks na odbiór plastiku, makulatury i szkła oraz ostatnie zapłacone rachunki. Tego wymaga od nas regulamin czystości i porządku w Warszawie, który obowiązuje od września zeszłego roku.
Za brak umów od poniedziałku strażnicy miejscy mogą wlepić nam mandat od 20 do 500 zł. Wczoraj jako pierwsza dostała go pani Jadwiga z ul. Słomianej na Jelonkach. Urzędnicy skontrolowali jej posesję, bo dostali informację, że kobieta podrzuca śmieci do koszy na ulicach. Na miejscu okazało się, że na podwórku nie ma nawet kontenera na odpadki. - Bo ja je wywożę na wieś 50 km od Warszawy, tam mam umowę. To znaczy rodzina ma pełnomocnictwo. To znaczy ktoś tam za mnie podpisał - plątała się pani Jadwiga.
Zapewniała jednocześnie, że segreguje za to odpady w piwnicy. Nie chciała ich jednak pokazać. Dostała 100 zł mandatu. - Może go pani nie przyjąć, ale wtedy kierujemy sprawę do sądu grodzkiego - uprzedził strażnik Robert Błaszczak.
Pani Jadwiga mandat przyjęła, a na pytanie, czy podpisze umowę na wywóz śmieci, zapewniała, że tak. - Muszę tylko najpierw załatwić problemy zdrowotne - stwierdziła.
Następna z kontrolowanych osób nie miała aneksu na surowce wtórne i dziwiła się, że powinna je segregować. - Na trzy osoby w naszej rodzinie to się rocznie może worek takich odpadów uzbiera, bo ja papiery palę w ogródku. A jak coś zgnije, to idzie na kompost - tłumaczyła Stanisława Domańska z ul. Legionowej. Miała zapłacone rachunki za odpady komunalne do marca. Dlatego nie dostała mandatu, lecz tylko pouczenie, że powinna jak najszybciej uaktualnić umowę o surowce wtórne.
Najlepiej z kontrolowanych wypadła wczoraj administracja osiedla Górce przy ul. Łagowskiej. - Aneks na odpady do segregacji podpisaliśmy z MPO w styczniu. Tak negocjowaliśmy, że nie płacimy za wywóz szkła, plastiku i makulatury ani złotówki więcej - chwalił się Jerzy Pykało, kierownik działu eksploatacji. Mieszkańcy tego osiedla segregowali odpady już kilka lat temu. - Robią to coraz chętniej, a my staramy im się to ułatwić. Ostatnio na życzenie lokatorów przestawiliśmy pojemniki bliżej bloków - mówił pan Jerzy. Innym zarządcom radzi, żeby zmienili firmę wywożącą odpady, jeśli nie jest skłonna negocjować ceny. - Wtedy segregowanie naprawdę się opłaca - zapewnia Jerzy Pykało.
Źródło:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3968754.html