Spekulant kontra deweloper(23-07-2008 09:05)
O tym, że wiele nowych mieszkań – ale już z drugiej ręki – wejdzie na rynek nieruchomości i będzie stanowić konkurencję dla oferty deweloperów, analitycy mówili od miesięcy. Deweloperom chyba jednak zabrakło wyobraźni, z jak wielkim problemem przyjdzie im się zmierzyć.
Czy nie sądzili, jak wiele mieszkań kupowanych jest przez tzw. spekulantów, którzy zaklepywali sobie lokale wstępnymi wpłatami tylko po to, by za dwa lata, gdy będą gotowe, sprzedać je z zyskiem? A dziś dochodzi nawet do sytuacji, w której w tej samej inwestycji dewelopera są do kupienia mieszkania bezpośrednio od niego oraz od wspomnianych spekulantów (bez pejoratywnych skojarzeń). Ci ostatni (i polscy, i zagraniczni inwestorzy) oferują lokale zwykle nieco taniej niż firma, bo chcą się pozbyć kłopotu (niektórzy mają kredyty hipoteczne) i choć trochę zarobić.
Jaka jest skala tego zjawiska? Z badań firmy Reas wynika, że w Warszawie skala zakupów spekulacyjnych wśród lokali, których ukończenie planowane jest na lata 2008 – 2010, to ok. 10 tys. mieszkań (co stanowi około 50 proc. oferty z rynku pierwotnego). W Krakowie liczbę mieszkań spekulacyjnych, które już są albo mogą w najbliższych kilkunastu miesiącach znaleźć się w sprzedaży, można szacować na ok. 3,5 tysiąca, na około 3 tys. w Trójmieście oraz po ok. 1,5 – 2 tys. we Wrocławiu i Poznaniu.
– Jest to zatem, podobnie jak w Warszawie, około połowy prognozowanej rocznej sprzedaży nowych mieszkań. Lokale spekulacyjne będą zatem dodatkowym czynnikiem blokującym dalszy wzrost cen w perspektywie kilkunastu miesięcy – uważa Kazimierz Kirejczyk, prezes Reas.To dobra wiadomość dla planujących kupno mieszkania, ale nie dla deweloperów.
Źródło : Rzeczpospolita