dodaj do ulubionych
ustaw jako stronę startową
poleć znajomemu
Strona główna | Aktualności | Property Management, Facility Management | Audyt, Certyfikat Energetyczny
Szkolnictwo | Szkolenia, Konferencje | Akty prawne | Galeria | Praca
Forum | Baza firm | Eksperci piszą | Wzory umów | Porady redakcyjne | Partnerzy | Współpraca | Zapytanie | Reklama | Kontakt |

Aktualności
Krach kredytowy: dramat dopiero nadejdzie
Określenie “gniew oceanu”, było często nadużywane do opisu zeszłorocznego kryzysu finansowego. Jednak prawdziwy gniew oceanu może dopiero nadejść.
Fani filmu z Georgem Clooney’em przypominają sobie, że gniew oceanu został wywołany przez połączenie huraganu nadchodzącego z wybrzeża atlantyckiego, obszaru gdzie na południe od Nowej Szkocji panuje niskie ciśnienie, z zimnym frontem nadciągającym z Kanady. Wynik: wyjące wiatry, ogromne fale i strata przynajmniej jednego kutra z Gloucester.

W rok po powstaniu kryzysu finansowego wciąż mówimy o “krachu kredytowym”. Czy to możliwe, że mamy do czynienia z podobnie katastrofalnym zbiegiem wypadków, gdy z wolna przybierający huragan amerykańskiego kryzysu bankowego łączy się najpierw z cenami surowców, a potem z globalnym spowolnieniem?

Do niedawna kryzys był głównie wewnętrzną sprawą USA, choć odbijał się również w bilansach europejskich banków. Jego korzeni należy szukać w amerykańskiej bańce nieruchomościowej, napędzanej przez łatwy dostęp do pieniędzy i luźne standardy kredytowe. Zwykli Amerykanie przestali oszczędzać i nadzieję na swoją finansową przyszłość zaczęli pokładać we wzroście wartości ich domów. W ciągu zaledwie dekady zadłużenie gospodarstw domowych poszybowało z 90 do 133 procent dochodów pozostających do dyspozycji. W szczytowym momencie, w sierpniu 2004 roku, ceny domów rosły w tempie przekraczającym 20 procent rocznie.

Ponieważ bańka musiała w nieunikniony sposób pęknąć, proces ten uległ odwróceniu. Ceny domów spadają w rocznym tempie 15 procent. Katalizatorem wybuchu była niewypłacalność kredytobiorców z segmentu subprime, ale ponieważ ceny nie przestawały spadać, pod presją znaleźli się także bardziej wiarygodni właściciele domów. Credit Suisse niedawno prognozował, że w okresie kryzysu niespłaconych zostanie 6,5 miliona pożyczek – czyli jeden na 10 amerykańskich kredytów hipotecznych.

Takiego krachu na rynku nieruchomości nie widziano od czasów Wielkiego Kryzysu. Różnica polega na tym, że władze monetarne i fiskalne zrobiły wszystko co w ich mocy, by uniknąć powtórki tego, co Milton Friedman i Anna Schwartz określili mianem „wielkiej korekty” pomiędzy rokiem 1929 i 1933. Wówczas spadające ceny aktywów doprowadziły do upadku tysiące banków, zaś Rezerwa Federalna nie zrobiła niemal nic by ograniczyć (natomiast wiele by wzmocnić) finansową implozję będącą konsekwencją tych wydarzeń. Pod świadomym kierownictwem Bena Bernanke, Fed zachowuje się wręcz przeciwnie, tnąc stopy procentowe, a co ważniejsze, zwiększając płynność banków poprzez otwarcie okna dyskontowego i nowe warunki przetargów.

To jak na razie pomogło uniknąć kryzysu bankowego na pełną skalę, ale ważne jest, by nie przeceniać tych osiągnięć. Większość papierów wartościowych zabezpieczonych hipotecznie nie podniosło się wyraźnie po pierwszej fali kryzysu, a rynek skolateralizowanych papierów dłużnych (CDO), jest de facto martwy. Po odpisach przekraczających 400 miliardów dolarów i zastrzyku kapitału w wysokości około 300 miliardów, sytuacja wielu banków wciąż wydaje się chwiejna. Akcje przynajmniej 40 amerykańskich banków spadły o 70 procent lub więcej. Wiemy, że amerykański Departament Skarbu będzie interweniował by uniknąć upadku instytucji zbyt dużych (lub zbyt ważnych), by pozwolić im zbankrutować: wystarczy przypomnieć pomoc przy sprzedaży Bear Stearns i pospieszną akcję ratunkową dla Fannie Mae i Freddie Mac. Jednak wiele pośledniejszych banków z pewnością podzieli los Indymac.

Można to zatem nazwać częściowo ograniczonym kryzysem bankowym. Wciąż nie wiadomo, jak poważny będzie jego wpływ na resztę gospodarki. Przed krachem akcja kredytowa w USA rosła w tempie czterech procent rocznie, obecnie wskaźnik ten wynosi minus siedem procent. Pojawia się coraz więcej dowodów, że amerykańska gospodarka znajduje się na skraju recesji. Rośnie liczba bankructw, zatrudnienie maleje, a zyski przedsiębiorstw spadają. Oczywiste jest też, że gdy problemy mają zwykli obywatele, przyniesie to drugą falę problemów finansowych, która rozpocznie się od upadłości przedsiębiorstw i tąpnięcia na rynku nieruchomości komercyjnych.

Pytanie brzmi, czy amerykański huragan spotka się wkrótce z dwoma innymi groźnymi frontami makroekonomicznymi. Do niedawna globalne konsekwencje kryzysu były ograniczone. W istocie silny wzrost na świecie był głównym czynnikiem, dla którego amerykańska recesja nie zaczęła się wcześniej. Ponieważ pośrednią konsekwencją swobodnej polityki kredytowej Fed było osłabienie dolara, amerykański eksport poszybował w górę. Według Morgan Stanley eksport netto odpowiadał za około 30 punktów bazowych z 1,8-procentowego wzrostu amerykańskiej produkcji w ubiegłym roku.

Jednak negatywną stroną tego zjawiska był wzrost cen surowców, ponieważ silny popyt ze strony Azji zbiegł się w czasie z deprecjacją dolara. Jak na razie koincydencja amerykańskiego spowolnienia z szalejącymi cenami ropy przywołuje na myśl nieszczęśliwe wspomnienia stagflacji z lat 70. Teraz jednak nowy zimny front przesuwa się po makroekonomicznej mapie pogody: perspektywa globalnego spowolnienia.

Trzeba od razu powiedzieć, że prognozy nie brzmią zbyt alarmująco. Spowolnienie globalnego wzrostu z 4,1 procent w tym roku do 3,6 procent w przyszłym może w pozytywny sposób zniwelować presję inflacyjną. Optymiści, tacy jak Jim O’Neill z Goldman Sachs świętują „uniezależnienie się” Chin od USA, wskazując, że niemal cały chiński wzrost pochodzi z popytu wewnętrznego, a nie z eksportu.

Są jednak cztery powody, by utemperować ten optymizm. Po pierwsze, Europa w wyraźny sposób nie uniezależniła się od Ameryki. W istocie, po części za sprawą silnego euro, unia walutowa rozwija się wolniej niż USA. A pamiętajmy: gospodarka Unii Europejskiej jest wciąż ponad pięciokrotnie większa niż chińska. Ma również dużo większe znaczenie dla amerykańskich eksporterów.

Po drugie, ceny surowców wygenerowały presję inflacyjną na wielu rynkach wschodzących i ona nie ustąpi z dnia na dzień. Według Joachima Felsa z Morgan Stanley, 50 spośród 190 krajów świata notuje obecnie inflację dwucyfrową. Bank Światowy wskazuje na 33 kraje, w których wysokie ceny żywności już doprowadziły do niepokojów społecznych.

Po trzecie, jeżeli przyjrzymy się bliżej, uniezależnienie się krajów od siebie nie jest powodem do świętowania, ponieważ świadczy o tym, że globalizacja jest w odwrocie. Rozwój światowej gospodarki od roku 1980 wynikał w dużej mierze z obniżenia barier handlowych. Niestety, niedawne załamanie się rundy Doha globalnych rozmów handlowych, stanowi niepokojący sygnał, że determinacja na rzecz wolnego handlu słabnie. Niepokojące jest również to, jak wiele rządów odpowiada na skok cen ryżu wprowadzeniem ograniczeń w eksporcie.

W ciągu roku to, co rozpoczęło się jako kryzys amerykański, szybko przerodziło się w kryzys światowy. Trudno się dziwić, że jedynie kilka spośród globalnych giełd znajduje się na plusie w porównaniu do poziomu z sierpnia 2007 roku, podczas gdy ponad połowa straciła pomiędzy 10 a 40 procent. Amerykańskie spowolnienie uderzy również w wiele rynków wschodzących, mniej uzależnionych od eksportu niż Chiny. Jednocześnie globalne spowolnienie może wytrącić amerykańskiej gospodarce ostatnią tarczę w obronie przed recesją. Nie, to nie Wielki Kryzys 2.0; Fed i Departament Skarbu już tego dopilnują. Jednak podobnie jak w latach 30. fazą krytyczną nie jest faza amerykańska, ale moment, gdy kryzys rozlewa się na cały świat, a określenie „krach kredytowy” już nie wystarcza.

Źródło: "The Financial Times", Autor: Niall Ferguson
dodaj komentarz
śledź artykuł
Do artykułu nie dodano jeszcze komentarzy
Portal Zarządzania Nieruchomościami www.zarzadcy.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu.

Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.

Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.

Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie zasady, zawiadom nas o tym. Jeżeli na stronie widzisz błąd, napisz do nas.
Posadzki | Kolektory Słoneczne | Okna PCV | Balustrady | Łomianki | Glazurnik | Baza Firm | Administrowanie Nieruchomościami
Docieplenia Budynków | Chirurgia Plastyczna | Tworzenie stron WWW AgresivMedia
Tagi: audyt energetyczny | zarządzanie nieruchomościami kraków | uprawnienia do sporządzania świadectw energetycznych | koszta ogrzewania