Zarządzanie
Szukaj firmy: Województwo:
Aktualności
Aktualności z branży
Certyfikaty energetyczne budynków
Property Management
Property Management
Facility Management
Facility Management
Inteligentne Budynki
Systemy alarmowe
Kursy
Świadectwo energetyczne, świadectwa energetyczne
Sprzątanie biur
Programy do prowadzenia i monitorowania pracy firmy sprzątającej
Sprzątanie biur
Usługi wysokościowe, alpinistyczne, podnośniki
Ubezpieczenia
Ubezpieczenia

Firmy
Modernizacja budynków
Sprzątanie biur
Kursy dla rynku komercyjnego
Property Management
Inteligentne Budynki

 
Aktualności z branży
Bazary wychodzą ze stadionów
2008-05-03 12:58:42
W czasach PRL na targowisku można było kupić prawie wszystko, czego brakowało w sklepach: mięso, sprzęt elektroniczny, alkohol, dolary. Po 1989 roku bazary stały się kuźnią polskiego kapitalizmu. Obecnie blask targowisk mocno osłabł, ale są tacy, którzy wierzą w ich renesans i szansę na zrobienie dobrego interesu na bazarowym handlu.
W czasach PRL-u bazary, przez innych zwane rynkami czy targowiskami, były miejscem drobnej przedsiębiorczości, tak nielubianej przez ówczesne władze. Tylko tam można było kupić wiejskie jajka, kurę lub kaczkę. To tam spływały przemycane z Zachodu dżinsy, kosmetyki czy elektronika. Dla setek tysięcy Polaków sobotni czy niedzielny wymarsz na rynek był nieodzownym elementem dnia. Takim kultowym wręcz miejscem zakupów był warszawski bazar Różyckiego.

Tradycja kupowania na bazarach przetrwała transformację ustrojową, a po 1989 roku wręcz się umocniła. Targowiska tylko na tym zyskały i powiększyły oferowany asortyment. Na początku lat 90. rodziły się także największe "sławy” wśród bazarów: powstały słynne targi przy granicy z Niemcami, warszawski stadion X-lecia, podłódzkie Tuszyn i Rzgów. Obecnie w Polsce działa według różnych szacunków ok. 2,2 tys. targowisk i bazarów.

Bazarowy handel najczęściej odbywał się w soboty i niedziele. Kupcy już o 3 rano zjeżdżali na plac targowy, by rozstawić swoje kramiki. W początkowym okresie rozkwitu bazarowego handlu towary rozkładane były na ziemi, później pojawiły się łóżka polowe, które potem zastąpiły metalowe lub drewniane budy. Te mniej legalne produkty oferowane były prosto z ręki sprzedającego. W większości polskich bazarów taki stan trwa do dziś. Część kupców handluje w budkach, inni wolą sprzedaż z ziemi czy ręki.

Mydło i powidło, czyli sprzedam, kupię, zarobię

Polskie targowiska były miejscami, gdzie można było przed laty zdobyć to, czego brakowało w sklepach. Obecnie na stoiskach można znaleźć pełen asortyment towarów: od warzyw, przez nabiał, mięso, aż po buty, kurtki, garnitury czy futra. Choć najczęściej kupowane są owoce i warzywa, odzież oraz obuwie. – Handluję na bazarze już ponad 20 lat – opowiada pani Hanka z warszawskiego bazaru Różyckiego. – Czego to się przez te lata nie sprzedawało. Były spodnie, koszule, kurtki, czapki, a teraz mam ubranka dziecięce.

Większość bazarowych kupców to przedsiębiorcy prowadzący małe firmy. Mają jednego, góra dwóch pracowników. Nierzadko sam właściciel jest także sprzedawcą. Wszystko po to, aby koszty ograniczyć do minimum. Na warszawskim bazarze Różyckiego jest 200 przedsiębiorców. Każdy ma swoją działalność gospodarczą, płaci podatki i składki emerytalne. Wszyscy opłacają także dzierżawę za budki, od 300 do 500 zł miesięcznie. Choć opłaty za dzierżawę nie są wielkie, to chętnych do prowadzenia biznesu brakuje.

Stowarzyszenie zarządzające bazarem Różyckiego proponowało nawet oddanie miejsc do handlu za darmo, jednak nikt się nie zgłosił. – Teraz handlem bazarowym zajmują się głównie starsi, tacy, co już są na emeryturze i troszkę dorabiają – uważa pani Hanka. – Brakuje młodych, bo to nie jest zbyt opłacalny i przyszłościowy interes.Otwarcie niedużego stoiska (4 m2) na bazarze to koszt rzędu 100-500 zł miesięcznie (w zależności od lokalizacji).

Dodatkowo trzeba założyć własną firmę, kupić kasę fiskalną oraz opłacić składkę na ZUS. Miesięcznie trzeba mieć więc minimum 1-1,5 tys. zł na pokrycie bieżących kosztów. Trzeba także kupić towar, w zależności od branży kosztujący od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. A zarabiać trudno. We znaki daje się bardzo silna konkurencja. Stanowią ją nie tylko działające na innych lub tych samych targowiskach stoiska. Wielu klientów zabierają hipermarkety kuszące niskim cenami, a także nielegalnie handlujący na ulicach przybysze, głównie z Azji.

Jak twierdzą kupcy, praktycznie żaden z oferowanych asortymentów nie daje gwarancji sukcesu. Na bazarach po prostu zaczyna brakować klientów. Z obserwacji kupców wynika, że na miejskich targowiskach pojawiają się zazwyczaj osoby ok. 40-50 lat i starsze, które pamiętają jeszcze, jak zakupy robiło się w PRL-u, i przychodzą głównie z przyzwyczajenia. Brakuje młodych, którzy wolą centra handlowe. Według statystyk liczba kupujących na bazarach spadła w ciągu ostatnich 10 lat o 5 procent.

Było tak pięknie

A jeszcze przed paroma laty rzeczywistość była zgoła inna. Na początku lat 90. na bazarze Różyckiego handlowało 600 kupców. Jarmark Europa, czyli bazar na Stadionie X-lecia, w swoim najlepszym okresie (w połowie lat 90.) skupiał 7 tys. podmiotów, a pracę w sektorze obsługującym stadion (producenci towarów, podwykonawcy, kupcy) miało ok. 100 tys. osób. Obroty bazaru w latach 1995 -97 wynosiły od 1,5 do 1,9 mld zł.

Jak podaje spółka Damis, która zarządzała Jarmarkiem przez 18 lat funkcjonowania, do kasy Centralnego Ośrodka Sportu, który jest właścicielem terenu, wpłynęło 100 mln zł tytułem dzierżawy. Taka sama kwota wpłynęła do miejskiej kasy za opłaty targowe. Lata 90. były czasem szybkiego bogacenia się i powstawania wielkich fortun na bazarowym handlu. Ci, którzy zarobili naprawdę duże pieniądze, prowadzą obecnie spore firmy, zarządzają przedsiębiorstwami.

W związku z budową stadionu narodowego na Euro 2012 kupcy powoli opuszczają stadion, a handel zanika. Na bazarze Różyckiego z 600 przedsiębiorców ostało się jedynie 200, a koszty jego funkcjonowania wcale się nie zmniejszyły. – Co miesiąc do miejskiej kasy musimy wpłacić ok. 100 tys. zł tytułem dzierżawy terenu targowiska, a dodatkowo opłacić podatki od nieruchomości – informuje Zenon Jędra, prezes Stowarzyszenia Kupców Warszawskich Bazaru Różyckiego.

– Oprócz tego ponosimy koszty ochrony terenu, opłat związanych z mediami. Według prezesa Jędry nie tylko prowadzenie stoiska, ale nawet całego targowiska to obecnie niezbyt dobry interes. Zwłaszcza jeśli teren trzeba dzierżawić np. od miasta. W takim przypadku obok opłat za dzierżawę sporym problemem jest tymczasowość. Kupcy dostają bowiem kilkumiesięczne umowy na dzierżawy terenów. Taka sytuacja uniemożliwia podjęcie jakichkolwiek działań modernizacyjnych.

– Mamy potencjalnych inwestorów, którzy chcieliby stworzyć tu bazar na miarę XXI wieku, nowoczesny, czysty i zadbany – mówi prezes Jędra. – Jednak niemożność uzyskania długoterminowych umów wiąże nam ręce.Podobnego zdania jest Bożenna Kolba, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Przedsiębiorczości. – Targowiskami najczęściej zarządzają urzędnicy, którzy zupełnie się na tym nie znają – uważa. – Należy zerwać z tymczasowością, z sytuacją, w której kupcy nie wiedzą, czy w następnym miesiącu będą prowadzić swój interes.

Tym bardziej że konkurencja nie śpi. Klientów zabierają bazarom hipermarkety. Są nowocześnie zarządzane i dysponują szerokim asortymentem towarów. Z drugiej strony w kupców uderza nielegalny handel, prowadzony na ulicach większych polskich miast czy nawet oficjalnie działających bazarach głównie przez cudzoziemców. Ci handlują głównie tekstyliami (podróbkami znanych firm) z Dalekiego Wschodu i nie ponoszą żadnych obciążeń fiskalnych, dzięki czemu towar jest tani, a to skutecznie przyciąga klientów.

A może prywatnie?

Większość polskich kupców to prywatni przedsiębiorcy. Swoje stoiska mają najczęściej na targowiskach zarządzanych przez gminy. Są też i tacy, którzy swoje sklepy mają na prywatnych bazarach, obecnie zwanych centrami targowymi. Jednym z największych i najbardziej znanych w Polsce jest CT Ptak w Rzgowie pod Łodzią. Założyciel centrum Antoni Ptak zwietrzył dobry interes i na początku lat 90. postawił blaszane poradzieckie hangary lotnicze. W nich zaczął się wielki handel.

W ciągu kolejnych lat hangarów przybywało. Obecnie nie ma po nich śladu, zastąpiły je nowoczesne hale, w których działa ok. tysiąca stoisk, a uzupełnia je infrastruktura gastronomiczna i transportowa. Centrum żyje z handlujących w nim kupców. Płacą średnio 24 euro za wynajęcie metra powierzchni i dodatkowo 8 zł składki marketingowej. Interes idzie znakomicie, bo większość boksów jest zajęta, a samo centrum ma się rozbudowywać. Kupcy nie narzekają, bo pracują w dobrych warunkach, a kupujących nie brakuje.

– Handluję odzieżą sportową już od wielu lat, mam stałych klientów – mówi jeden z kupców. – Przyjeżdżają z całej Polski. Choć prowadzenie sklepu kosztuje sporo wysiłku, bo pracę zaczynam bardzo wcześnie rano i handluję przez cały tydzień, to na zarobki nie narzekam.Centrum nie przeszkodziła nawet konkurencja, która wyrosła tuż po drugiej stronie ulicy. Trzeba jeszcze pamiętać o wciąż działających bazarach w Tuszynie i Głuchowie. Każdy ma swoich klientów i dobrze prosperuje.

Być może tajemnica sukcesu tkwi w tym, że większość centrów nastawiła się na handel hurtowy, a detal jest tylko uzupełnieniem, nie stanowi głównego źródła dochodów. Być może pójście w ślady Antoniego Ptaka uchroni miejskich kupców przed zwinięciem interesu. Według Bożenny Kolby to może być dobre rozwiązanie. – Jeśli kupcy i ich stowarzyszenie nie będą chcieli prowadzić targowisk we własnym zakresie, warto je wydzierżawiać prywatnym biznesmenom – mówi Kolba.

– Oni na pewno będą o nie dbać, zapewnią godziwe warunki dla handlujących, jak i klientów. Jednak swoje podejście do sprawy bazarów muszą zmienić zarządzające nimi samorządy. Powinny umożliwić dłuższe dzierżawy, które zachęcą do inwestycji, bez tego handel bazarowy może upaść.

Kupcy czy handlarze?

Obok wspomnianej już konkurencji ze strony hipermarketów i nielegalnego handlu, niepewnej przyszłości wynikającej z krótkich umów, dzierżawę targowiskom zagraża coś, co Bożenna Kolba nazywa dyskryminacją kupców. – Proszę zauważyć, jak pejoratywnie mówią o nas niektórzy politycy, a nawet media. Nie jesteśmy dla nich kupcami tylko handlarzami.

To upokarzające – uważa prezes stowarzyszenia. – Takie określenie jest mocno negatywne, a przecież to my na początku lat 90. budowaliśmy polski kapitalizm, to my kreowaliśmy przedsiębiorczość w tym kraju.Kupcy czują się dyskryminowani. Władza nie chce z nimi rozmawiać, a przypomina sobie o tym silnym i licznym elektoracie jedynie przed wyborami. A potem i tak nic z zapowiedzi polityków nie wynika.

– Trudno o rozmowy, które prowadzą do korzystnych dla kupców rozwiązań. Władze się zmieniają, a targowiska są wciąż w fatalnym stanie, jedynym argumentem w rozmowach są zapowiedzi kontroli służb miejskich– dodaje Kolba. Zenon Jędra z bazaru Różyckiego dodaje, że w Polsce nie opłaca się być uczciwym przedsiębiorcą. Jego zdaniem nikt nie docenia faktu, że kupcy płacą podatki, zatrudniają pracowników i przyczyniają się do wzrostu PKB. Według niego, urzędnicy czyhają tylko na to, by nałożyć karę, ale nie kwapią się do walki z nielegalnymi kupcami.

Zdaniem Jędry taki stan rzeczy zniechęca do aktywności potencjalnych zainteresowanych otwarciem stoiska czy sklepu na targowisku.Nie sposób jednak zauważyć, że targowiska, przede wszystkim w okresie swojej największej prosperity, były miejscami, gdzie nie zawsze sprzedawano legalny towar i uczciwie robiło się interesy. Może to właśnie wtedy do bazarów przylgnęła łatka miejsc podejrzanych, które lepiej omijać z daleka?

Najstarsi kupcy z bazaru Różyckiego pamiętają różnych podejrzanych "typków” kręcących się po placu i oszukujących lub okradających klientów. Bazar na Pradze miał być także miejscem narodzin polskiej mafii. To właśnie tu mieli się spotykać i ustalać działania członkowie gangów z Wołomina i Pruszkowa. Również Stadion Dziesięciolecia nie cieszył się najlepszą opinią. Korona stadionu, gdzie skupiali się m.in. kupcy z krajów byłego ZSRR, stała się miejscem, gdzie kupić można było pirackie płyty z muzyką, filmami czy programami komputerowymi.

Także tutaj dostać można było alkohol i papierosy bez akcyzy czy nawet broń. Lata 90. to także czas, kiedy dochodziło do częstych wymuszeń haraczy od kupców czy rozbojów. W tej działalności złą sławą owiani byli także mieszkańcy byłego ZSRR. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, gdy na Stadionie coraz częściej pojawiała się policja. – Dzięki naszym działaniom, m.in. deportacjom wielu osób z półświatka, współpracy ze Strażą Graniczną czy Izbą Celną oraz wyspecjalizowanymi służbami Komendy Stołecznej udało się w znaczący sposób ograniczyć ten proceder – mówi młodszy aspirant Joanna Węgrzyniak, rzecznik Komendy Rejonowej Policji Warszawa Praga Południe.

Obecnie sytuacja, jak informują policjanci, uległa znacznej poprawie. Na bazarze dochodzi jedynie do drobnych zakłóceń porządku: picia alkoholu w miejscu publicznym, zakłócania ciszy, zaśmiecania. Nadal można też kupić na bazarze alkohol i papierosy bez akcyzy oraz nielegalnie kopiowane oprogramowanie, filmy oraz muzykę. Choć aspirant Węgrzyniak dodaje, że handel odbywa się już na znacznie mniejszą skalę niż kilka lat temu. – W każdym środowisku znajdą się czarne owce.

Z patologiami trzeba walczyć, ale działania nie mogą uderzać w całe środowisko, bo wówczas łatwo je zniszczyć – uważa Kolba. Innym powodem kłopotów targowisk może być też odpływ klientów. Sami kupcy zauważają, że odwiedza ich coraz mniej osób i są to głównie ludzie starsi. Młodzi wolą centra handlowe. – Jeśli na targowiskach nic się nie zmieni, głównie warunki handlu i estetyka stoisk, to przyszłość nie będzie różowa – uważa Zenon Jędra.

– Kupujący przychodzą do nas ze względów sentymentalnych, młodych trudno tu spotkać.Nie brak jednak głosów, że zła tendencja musi się odwrócić. Kupcy dowodzą, że są w stanie konkurować z hipermarketami, tylko władze muszą stworzyć równe warunki pracy dla obu stron. – Klient w hipermarkecie to zazwyczaj anonimowy tłum – dowodzi Bożenna Kolba.

– Na targowisku zawsze może porozmawiać, zapytać sprzedającego, poprosić o poradę. Tu zawsze znajdzie świeży i jakościowo lepszy towar. Dlatego wierzę, że panujący obecnie negatywny trend uda się odwrócić, a targowiska znów staną się miejscami gdzie będzie można zarobić duże pieniądze.

Źródło: miesięcznik "Własny Biznes"
Informacje z rynku
zarządzania,
Zapisz się do newslettera.

E-mail:
Imię:


Panel użytkownika
Login: Hasło:



Partnerzy Portalu

Copyright © 2005-2008 Zarzadcy.com.pl